DSC_0083

 

Przyznaję, że do pączka podeszłam jak do jeża. Przeczytałam tryliard przepisów, a w każdym bardzo wyraźnie podkreślano, że najistotniejsza jest temperatura, w jakiej go smażymy. Podano naprawdę sporo pomysłów, w jaki sposób kontrolować temperaturę, czy jest odpowiednia, czy olej nie jest za bardzo nagrzany lub za mało. Nie posiadam termometru, dlatego trochę się martwiłam jak to będzie. Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują.

Dzięki Bogu tłusty czwartek mamy raz do roku. Przez 365 dni nie kusi mnie, aby kupić pączki lub słodką bułkę, jednak przyznaję – jestem podatna na reklamy! :) A ponieważ od paru dni bombardują mnie informacje o różnych rodzajach powstawania pączków, postanowiłam, że ja również upiekę swoje. Posiłkowałam się przepisem znalezionym na blogu Moje wypieki. Jednak troszkę go zmodyfikowałam i dzięki temu osiągnęłam zadowalający mnie w pełni efekt!

Pączki wyszły boossskkie! Nie dosyć, że pyszne, nadziane ulubionymi powidłami, to jeszcze pięknie prezentowały się na paterze i szczerze cieszyły oko.

Dzień się jeszcze nie skończył, dlatego proponuję wyskoczyć do pobliskiego spożywczaka, zakupić potrzebne produkty i… do dzieła Łasuchy! :)

Pączki nadziewane powidłami

    • 600 g mąki pszennej + 100 do podsypania
    • 2 duże jajka
    • 250 ml ciepłego mleka
    • szczypta soli
    • 50 g cukru
    • opakowania cukru wanilinowego
    • 10 g suchych drożdży
    • 100 g masła
    • cukier puder
    • powidła
    • 40 ml spirytusu
    • olej lub smalec (ok 1.5 l)

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową!

1. Mąkę przesiewamy do dużej misy, dodajemy drożdże, cukier, sól, cukier wanilinowy i mieszamy. Następnie dodajemy do tego rozkłócone jaja oraz mleko i spirytus, dzięki któremu pączki nie będą chłonęły tłuszczu. Gdy wszystko dokładnie ze sobą połączymy, dodajemy rozpuszczone i przestudzone masło. Zagniatamy przez 6-8 minut. Jeśli masa jest zbyt gęsta dodajemy niewielką ilość mąki. Ciasto powinno być gładkie i lekko klejące. Odkładamy je w ciepłe miejsce na 2 godziny.

2. Gdy ciasto urośnie musimy je odgazować, najlepiej zagniatając około minutę na blacie stołu. Rozwałkowujemy je na grubość 1,5 cm i za pomocą szklanki wycinamy koła. Zostawiamy je do wyrośnięcia na 20 minut.

3. Przed końcem wyrastania naszych pączkowych krążków nagrzewamy olej. Najlepiej nagrzewać go w głębokim i szerokim garnku, na średnim palniku. Ja do tego celu użyłam woka. Aby sprawdzić, czy olej jest gotowy należy wrzucić kawałek ciasta. Jeśli od razu wypłynie na powierzchnię, oznacza to, że możemy zacząć smażenie. Jeśli nie, musimy chwilę poczekać. Osoby, które posiadają termometr – upewnijcie się, że temp. nie przekracza 175°C.

4. Pączki najlepiej smażyć po dwa. Gdy wrzucamy surowe ciasto na rozgrzany olej, jego temperatura się obniża, im więcej surowego ciasta na raz, tym jest niższa, dlatego warto przestrzegać tej zasady. Smażymy ok. 2 minut jedną stronę. Jeżeli pączki zbyt szybko nam się rumienią, należy obniżyć temp. Z zewnątrz może wyglądać pięknie, ale w środku będą surowe. Układamy je na talerzu wyłożonym ręcznikami papierowymi i posypujemy cukrem pudrem.

5. Gdy trochę wystygną, nadziewamy je powidłami, lub dowolnym dżemem. Do tego celu używamy szprycy cukierniczej.

Smacznego!!:)

DSC_0051

 

DSC_0030

DSC_0044